Nie jesteśmy nowi na świecie, przed nami była
KURA

O nas i o blogu

Napisz do nas:
qra-poczta@gazeta.pl

Współpracuj z nami

Nagrody
Fundatorzy
Lektury
Filmy


Blog > Komentarze do wpisu

W obronie jedzenia

Wpis pharlapa

In defence of food - to tytuł książki Michaela Pollana. Autor zaczyna książkę od przeprosin. Jest Amerykaninem a właśnie Ameryka zapoczątkowała masową eliminację jedzenia z naszej diety. Używa dość przewrotnego argumentu - zaczęliśmy więc pierwsi odczuliśmy tragiczne tego skutki. Mamy więc solidne argumenty aby ostrzec innych.

Przypomina mi to nieco uwagi typu: ... powiadam ci, te wszystkie luksusy, piękne kobiety, drogie trunki, narkotyki, słynne miejsca.. to wszystko marność nad marnościami. Jakże ja ci zazdroszczę twojego unormowanego, celowego  życia. Wierz mi - ty zrobiłeś lepszy wybór. Przyznam się, że tego typu komplementy wcale nie podnoszą mnie na duchu. Na szczęście z jedzeniem jest inaczej - to co zrobiły w tej dziedzinie Stany Zjednoczone było odwrotnością luksusu.

Na wstępie uprzedzę, że podczas czytania przychodzi mi tyle pomysłów do głowy, że jakikolwiek związek moich refleksji na temat książki z jej rzeczywistą zawartością jest całkowicie przypadkowy. 

Amerykańska tragedia żywnościowa ma swój początek w działalności komisji senackiej pod przywództwem senatora Mc Governa. Komisja ta została powołana w 1968 roku w celu opracowania programu walki z niedożywieniem. Odniosła spory sukces nic więc dziwnego, że w 1976 roku zlecono jej nowe zadanie -  opracować program zdrowego żywienia, który złagodzi sygnalizowane przez lekarzy problemy zdrowotne.

W komisji zasiadali głównie prawnicy i dziennikarze. Ani jednego lekarza ani naukowca. To istotna informacja. Komisja wysłuchała opinii licznych ekspertów i w styczniu 1977 roku opublikowała pierwszy raport, który zawierał zalecenie - jeść mniej czerwonego miesa i nabiału. To zdanie wywołało istne tsunami. Mniej? To słowo to przecież największe zagrożenie wolnego rynku. Po kilku tygodniach negocjacji zdanie zmieniono na: wybieraj mięso, drób i ryby, które zredukują konsumpcję tłuszczy nasyconych.

Wg autora książki (i mnie) komisja Mc Governa zrobiła dobrą robotę. Według mnie istotne bylo to, że zasiadali w niej prawnicy i dziennikarze, nie lekarze czy naukowcy. Dlaczego? Bo prawnicy i dziennikarze to ludzie, którzy umieją słuchać, kojarzyć fakty, wyciagać od ludzi potrzebne informacje. Natomiast lekarz czy naukowiec obciążony jest balastem wiedzy fachowej, która nakłada mu klapki na oczy. Dlatego w latach późniejszych w komisjach tego typu zasiadali eksperci, którzy wiedzieli jakie będą ustalenia końcowe jeszcze przed rozpoczęciem pracy. 

Tym zdaniem: wybieraj tralalala... ustrzelono dwa wróble - po pierwsze zagwarantowano wybór - fundament wolności. Po drugie - ciężar problemu przeniesiono z jedzenia na jakąś niejasną, niewidoczną substancję, która (być może) znajduje się w tłuszczach nasyconych.

Przemysł spożywczy natychmiast złapał wiatr w żagle - należy sprzedawać nie jedzenie, ale składniki odżywcze. Ludzie powinni zapomnieć o tym, że jedzą jabłko, jogurt, pstrąga. Mają jeść antyoksydant, wapno, olej omega-3 - im więcej tym lepiej.

Idea nie była nowa. Jeszcze w XVIII wieku William Prout odkrył, że odżywianie opiera się na trzech składnikach - proteinach, tłuszczach i węglowodanach. W 1842 roku Justus von Liebig dodał do tego kilka minerałów i uznał sprawę odzywiania za rozwiązaną na zawsze. Podobnie zresztą jak sprawę jakości gleby - wystarczy odpowiednia ilość i proporcja azotu, fosforu i potasu. 

Justus von Liebig nie poprzestał na teorii. Stosując swoje zasady wyprodukował odżywczy bulion w kostkach oraz odżywkę dla niemowląt. Niestety ludzie odżywiający sie tym bulionem zapadali na szkorbut a niemowlęta karmione odżywką rozwijały się marnie. Odpowiedzi dostarczył Polak - Kazimierz Funk, który w 1912 roku odkrył witaminy. Witaminy zrobiły wielką karierę i dodały amunicji tym, którzy twierdzili, że nie jest ważne jedzenie, ale składniki jakie ono zawiera (albo jakie do niego dodano).

Była jeszcze jedna przeszkoda. Wydana w 1906 roku książka Uptona Sinclaira - Dżungla - opisująca nieczyste machinacje przemysłu przetwórstwa żywności, spotkała się z poważną reakcją i spowodował uchwalenie aktu Czystej Żywności. Akt ten wymagał, aby umieszczać wyraźną etykietę - IMITACJA - na każdym produkcie żywnościowym, który jest ...imitacją. Cytat z aktu: ...istnieją tradycyjne produkty, które każdy zna, takie jak chleb, mleko, ser i gdy konsument kupuje te produkty, powinien otrzymać to, czego oczekuje. Jeśli jedzenie przypomina wyglądem oryginalny produkt, ale nie zgadza się z tradycyjnym standardem, wówczas musi być zaetykietowane jako imitacja". Przemysł tego nienawidził i w latach 70-tych udało mu się cichaczem znieść to wymaganie.

Rezultat - przez tysiące lat było wiadomo, że chleb sklada się z czterech składników: mąka, drożdże, woda i szczypta soli. Lista składników produktu firmy Sarah Lee o nazwie Soft & Smooth Whole Grain White Bread jest następująca: wheat flour, malted barley flour, niacin, iron, thiamin monocitrate, riboflavin, rice flour, high fructose corn syrup... 18 składników, których nie wymienię... beta-carotene, vitamin D, soy lecitin, soy flour. Ufff.

Pytanie: czy Wasza matka (a może raczej babcia) poznałaby na pierwszy rzut oka i po pierwszym kęsie, że to jest chleb?

Już wspominałem o zamianie jedzenia na sumę składników odżywczych. Znam to z praktyki. Uczono mnie przecież analizy systemów zarządzania - należy rozbić proces na składniki proste, każdy z nich przeanalizowac - czy jest potrzebny, czy dobrze działa, czy można go usprawnić. Wykonać wymagane zmiany i złożyć wszystko w całość. Analiza-przetworzenie-synteza. Proste jak filozofia Hegla. To się nie sprawdzało nawet w systemch informatycznych. A w naturze?

Ile antyoksydantów zawiera zwykły liść tymianku? Wyliczę tylko te na literę a: alanine, anethole oil, ascorbic acid.. Odpowiedź: trzydzieści trzy. Nauka nie jest w stanie zbadać jakie współzależności istnieją między tymi składnikami w momencie spożycia ich przez człowieka. Przemysł spożywczy załatwi sprawę prosto - doda kilka prostych, silnych, często syntetycznych antyoksydantów.
Ale składniki naturalne nie mają już wiele wspólnego z naturą. Czym się obecnie karmi zwierzęta i jakie lekarstwa im się podaje, aby mięso zawierało lub nie zawierało tego, co dyktuje aktualna wiedza to raczej sprawa towarzystwa ochrony zwierząt przed okrucieństwem.

Podkreśliłem - aktualna wiedza - gdyż wiedza na temat wpływu jedzenia na zdrowie potrafi wykonać zwrot o 180 stopni. Najlepszym przykładem może być histeria na temat wpływu tłuszczów na poziom cholesterolu i wpływu cholesterolu na stan układu krążemia. Nie będę tego tematu rozwijał, gdyż obija się on jak pijany od płotu do płotu.

Inna sprawa to tradycje żywieniowe poszczególnych grup etnicznych. Zadziwiające jak różna jest dieta ludzi mieszkających pod różnymi szerokościami geograficznymi. Okazuje się, że istnieją setki diet, które służą ludziom na zdrowie. Pod warunkiem, że są stosowane przez ludzi, którzy jedli to od wielu pokoleń. Dlatego nie dziwi mnie, że porażka zdrowego jedzenia rozpoczęła się w Stanach Zjednoczonych. Przecież to jest mieszanina wielu ras i kultur przeniesionych na obcy teren. W Australii jest jeszcze gorzej. Dobrym miernikiem problemu może być stan zdrowia tutejszych Aborygenów. Jest on gorszy niż w krajach trzeciego świata. Mimo że mają oni pieniądze i supersamy są dobrze zaopatrzone. Mimo? A może właśnie dlatego.
Autor książki wspomina o eksperymencie - kilkunastu Aborygenów cierpiących na typowe schorzenia cywilizacyjne - otyłość, cukrzyca, niewydolność układu krążenia, wysłano w las, na ich tradycyjny "bush tucker". Po dwóch miesiącach stwierdzono znaczną poprawę w każdej dziedzinie. A więc ratunek jest blisko (co nie znaczy, że nie chciałbym was widziec w Australii). Tym optymistycznym akcentem zakończę swoje refeksje. Podam jeszcze kilka prostych wskazówek, które mogą zastąpić zsyłkę do australijskiego buszu.

Zakazy:
- unikaj produktów, których twoja matka/babcia nie zidentyfikowałaby jako jedzenie,
- nie kupuj jedzenia w tym samym miejscu, w którym kupujesz paliwo do samochodu,
- unikaj produktów, które zawierają więcej niż 5 składników,
- unikaj produktów, które zawierają składniki o nieznanych ci lub trudnych do wymówienia nazwach,
- unikaj produktów reklamowanych jako zdrowotne,
- jeśli musisz kupowac żywność w supersamie to unikaj stoisk zlokalizowanych w głębi, kupuj tylko na obrzeżach.

Zalecenia:
- jedz dużo potraw roślinnych, raczej liście niż ziarna,
- jedz jedzenie wyhodowane na zdrowej glebie, to otwiera osobny rozdział - poznaj człowieka od którego kupujesz jedzenie.
- jedz jedzenie wyhodowane na dziko.

Pamiętaj, że jedzenie to dziedzina kultury, nie nauki. A zatem:
- jedz posiłki nie jedzenie,
- jedz przy stole,
- o ile możliwe nie jedz sam,
- jedz powoli.

I niestety - zwracaj uwagę na jakość, nie na ilość - płać więcej i jedz mniej.
Jak również - gotuj w domu, hoduj co się da we własnym ogrodzie.

Wpis zakończę rozejrzeniem się za czymś dzikim do zjedzenia. Mam! Morwy, na ulicy, 200 metrów od naszego domu. Tak jest - na ulicy, konkretnie na chodniku, nad którym zwisają gałęzie owocującego właśnie drzewa..

MorwaMorwa

Jeśli ktoś się wzdraga przez konsumpcją owoców podniesionych z ziemi, to wspomnę australijską maksymę - jeśli jedzenie zostało podniesione w ciągu 3 sekund po upadku to jest w porządku. Ale z chodnika? Ale to przecież leżało ponad 3 sekundy. Chodnik w mojej dzielnicy to jest dobre miejsce, szczególnie rano, zanim dzieci pójdą do szkoły. Te plamy na chodniku to pozostałość z poprzedniego dnia. W nocy z niedzieli na poniedziałek był solidny wiatr. Poniżej mój poranny plon. A palce długo pozostaną umazane...

MorwaPalce

.. daty na zdjęciach mówią, że 2 lata.

wtorek, 13 listopada 2012, pharlap

Polecane wpisy

Komentarze
konsti.apparecchiamo
2012/11/13 10:02:13
Nie na temat, ale co tam:) Wczoraj wracam do domu, wyciągam pocztę, sprawdzam, czytam i co widzę? Kalendarz z Australii! I to z dodatkową niespodzianką, czyli z odrecznie napisanymi pozdrowieniami od Pharlapa! To bardzo miłe, kłaniam się nisko w podzięce.
Pozdrawiam serdecznie z dalekiej Pizy.
-
pharlap
2012/11/13 11:02:54
Konsti - bardzo mi miło, ze dotarł. Dziekuję za pozdrowienia. Niech kalendarz dobrze Ci służy.
-
josephinae
2012/11/13 13:41:43
I tak najważniejsze jest pozytywne podejście!
-
2012/11/13 14:11:38
Konsti! Zdarzył się dziś przedziwny przypadek - wróciła z wojaży Panna Dorotek, z którą wspólnie przygotowałyśmy wpis o jedzeniu muchomorów i innych jadalnych grzybów niejadalnych. Być może akurat tego nie zauważyłaś, ale wpis spotkał się ze straszliwą krytyką współautorek i współredaktorek, wyrażoną publicznie i prywatnie, i w końcu - z przykrością - go usunęłam.
Główną osią tego wpisu był wybrany przez Pannę Dorotek cytat z "Domu dziennego, domu nocnego" Olgi Tokarczuk - przepis na przygotowanie tortu z muchomorów. Cytat wzięłam z portalu "Chomik" i nie było tam dwóch zdań, które zdaniem Panny Dorotek musiały tam być, ale nie miałyśmy jak tego sprawdzić: "Jeść powoli. Czekać."
Panna Dorotek twierdziła, że jest w internecie jeszcze inny blog, w którym też jest ten cytat-przepis i kończy się on tak właśnie, jak jej zdaniem powinien się kończyć.
I jest to twój blog i twój wpis:
apparecchiamo.blogspot.de/2012/02/tort-z-muchomora-czerwonego.html
Dziękuję!
-
2012/11/13 14:16:09
Pharlapie, wszystkie Twoje przypisy jak zdrowo jeść i zdrowo kupować rozumiem, oprócz jednego - dlaczego kupować na stoiskach na obrzeżach, a nie w głębi sklepu? Może za rzadko kupuję w wielkich sklepach, żeby nie powiedzieć - właściwie nigdy i nie mam doświadczenia, ale chciałabym wiedzieć.
-
2012/11/13 18:54:14
No właśnie, mnie też ciekawi to samo co Ewę Marię... Bardzo ciekawy wpis.
-
pharlap
2012/11/14 06:36:36
Na obrzeżach supersamu... wg autora książki, im głebiej w sklep, tym bardziej przetworzone i sztuczne są produkty na półkach. Moje obserwacje to potwierdzają. W najbliższym supersamie na obrzeżach są jarzyny, owoce, mieso, ryby.
-
konsti.apparecchiamo
2012/11/14 10:09:13
Ewo, bardzo ładnie się ten komentarz o muchomorach komponuje z wpisem Pharlapa o obronie jedzenia. Taki ironiczny uśmieszek literacki:) Waszego oryginalnego wpisu o grzybach niestety nie czytałam, szkoda, że został usunięty (swoją drogą, to musiała być jakaś straszna grzybowa herezja, skoro wszystko zostało skasowane:) ). Cieszę się, że mój skromny wpis na blogu rozwiał Wasze wątpliwości co do cytatu z Tokarczuk.
Pozdrawiam.
-
samozdrowie24
2012/11/14 15:43:02
całkiem fajne :)
-
2012/11/14 20:41:12
Eee tam, Konsti, zaraz herezje... to samo co u Ciebie - cytowanie Tokarczuk.
-
2012/11/14 21:26:48
Właśnie, właśnie, żadne herezje. Ja wciąż za tym wpisem robię chlip chlip.