Nie jesteśmy nowi na świecie, przed nami była
KURA

O nas i o blogu

Napisz do nas:
qra-poczta@gazeta.pl

Współpracuj z nami

Nagrody
Fundatorzy
Lektury
Filmy


Blog > Komentarze do wpisu

Groby blisko i daleko

rysunek Anna Krenz Wstęp Ewy Marii

To nasz kolejny blogowy wspólny wpis. Jest 1 listopada. Wszyscy idziemy dziś na groby. Jakieś groby. Niektórzy na rodzinne, niektórzy na inne. Będziemy tu dziś wstawiać zdjęcia z tych wizyt w kolejności w jakiej dotrzemy na cmentarze, a potem wrócimy do domu i wstawimy lub przyślemy zdjęcia. Pamiętajmy też, że niektórzy nasi Autorzy i Czytelnicy mieszkają daleko i pójdą na cmentarze o zupełnie innych godzinach niż my, mieszkańcy Europy Środkowej. Wpis ten będzie się więc przez dwie noce i dwa dni rozrastał, obejmie zatem również dzień jutrzejszy. Jeśli nasi czytelnicy przyślą swoje zdjęcia, to też je wstawimy - być może nie będzie to dokładnie o tej porze, o której wyślą maila na adres z bocznej szpalty, ale na pewno w ciągu dnia, a zwłaszcza wieczoru.

Możemy oczywiście przysłać zdjęcia rodzinnych grobów, ale mogą to być inne fotografie związane z wczorajszymi Zaduszkami i dzisiejszym Dniem Wszystkich Świętych.

Wpis pharlapa

Melbourne. Już dochodzi 2 popołudniu. Po dwóch dniach upałów wróciły chłody, jest wietrzyście, pada deszcz. Normalny dzień pracy i nauki. Dzisiaj wypadł nam całodniowy dyżur nad półtorarocznym Ambrożym. Wyszedłem z nim na spacer, ale tu nawet nie ma cmentarza w bliskiej okolicy. Ze mną było inaczej... kielecki cmentarz był moim pierwszym placem zabaw. Jedyne wspomnienie z przedszkolnego dzieciństwa to częste wizyty na cmentarzu, u grobu mojego Ojca. Matka siedziała zadumana a ja bawiłem się na sąsiednim grobie otoczonym masywnymi łańcuchami. Wyobrażałem sobie, że te łańcuchy to gąsienice czołgu. Odwiedziłem to miejsce w 2006 roku. Grobu Ojca już nie było. Garść jego prochów przenieśliśmy wcześniej do grobu rodzinnego na Powązkach. "Czołg" nadal jest...

Czolg

Polacy, którzy przybyli do Australii po wojnie nie zdążyli jeszcze zapuścić korzeni na tutejszych cmentarzach. Jedyne pamiętne dla mnie obchody Wszystkich Świetych w Australii przeżyłem kilkanaście lat temu, w górach. Pojechaliśmy tam z naszą bliską przyjaciółką - Ewą i jej synem z okazji długiego weekendu. Długi weekend nie miał oczywiście żadnego związku z dniem 1 listopada lecz z wyścigiem konnym Melbourne Cup, który odbywa się w pierwszy wtorek listopada i jest dniem wolnym od pracy.
Wieczorem 1 listopada Ewa zaproponowała - pójdźmy gdzieś, na jakąś skałę i zapalmy świeczki dla naszych bliskich. Płomienie migotały tłumione silnym wiatrem, nasi bliscy byli bardzo, bardzo daleko. Ewa wróciła do Polski, dzisiaj na pewno ktoś odwiedzi jej grób.

Być może pod wpływem tej świeczki na skale nasz syn Michał wspomniał kiedyś - Tatusiu, jeśli Ty chcesz, żebyśmy Cię po śmierci odwiedzali, to najlepiej poleć rozsypać Twoje prochy po górach. Rozsądna rada. Nasz wnuk - Feliks wykazuje większe zainteresowanie cmentarzami. Kiedyś, gdy przejeżdżaliśmy obok cmentarza nieopodal naszego domu, wspomniał znienacka:
- Dziadzia, when I will die...
- A cóż ty dziecko opowiadasz! - przerwałem gwałtownie.
- Dziadzia! When I will die... - powtórzył głosem niedopuszczającym sprzeciwu - ... my Mum will be coming to my grave with flowers... because she loves me so much.
Zamikłem i zastanowiłem się nad cudowną dziecięcą logiką. Oczywiście, że dla niego świat bez mamy nie ma prawa bytu. Może on, otoczony liczną rodziną, poczuje potrzebę fizycznego przedłużania kontaktu ze śladami bliskich osób? Tylko skąd ma wziąć przykład?

 

Żona Oburzona

 

 Wpis Żony Oburzonej

 

Jednym ze znaków upływającego czasu jest ilość odwiedzanych grobów. Z dzieciństwa pamiętam spotkania może przy dwóch nagrobkach, a na pewno na jednym tylko cmentarzu. Z biegiem lat część członków rodziny i przyjaciół odeszła, a wraz z pojawieniem się nowych żon i mężów, partnerów i narzeczonych, przybywało osób, których groby się odwiedzało. Często robi się to dla żyjących. Nie znałam dziadków mojego męża, ale jestem przy ich grobach z szacunku dla męża i moich teściów.

Gdy byłam mała jechaliśmy na jeden cmentarz, później odbywało się rodzinne spotkanie. Dzisiaj z mężem odwiedzamy cztery nekropolie, a na tych największych naszego miasta czeka nas prawdziwa wycieczka.

Pamiętam jeszcze, że przed dwudziestoma paroma laty atrakcją dla mnie było spotkanie kuzynek, zabawa z woskiem i ciasto drożdżowe wyciągane ukradkiem z torby przez babcię... Dzisiaj dla dzieci przed wieloma cmentarzami ustawia się watę cukrową i kramik z zabawkami. To też znak czasów...

 Wpis Heimchen

Media vita in morte sumus
quem quaerimus adjutorem, nisi te Domine?

Nie mogłabym powiedzić z taką oczywistością jak @ewamaria "My wszyscy". Z mojej subjektywnej nieuczestniczącej obzerwacji wynika, że Święta w Polsce mają charakter flashmobu. Podstawą takich zbiorowych przeżyć jest jednak pewna masa krytyczna, jednolitość kulturowa. Za to berlńnczycy, nie mając żadnego prawnie ustanowionego dnia świątecznego w tym tygodniu, przeżyją flashmob przyjeżdżających z innych landów federalnych i z najblizszego sąsiednego państwa, korzystających z okazji wolnego wczorajszego Dnia Reformacji lub Wszystkich Swiętych odwiedzać tu muzea, robić zakupy lub powstrzymywać swoich bliskich od roboty.
Dla mnie osobiście coroczny okres refleksji nad śmiercią zaczyna sie już wcześniej, na zajęciach chóru kościelnego, gdzie przygotujemy się do wystawienae utworu żalobnego w listopadzie. W zeszłym roku to było n.p. Requiem Cherubiniego, mile pamiętam też utwory Strawinskiego, Purcella i Rheinbergera na ten temat. Kanoniczne teksty i melodie przecież cieszyły już ludzi na całym świecie przez wieki i nawet tysiąclecie po stracie bliskiej osoby lub w świadomości własnego umierania.
Okres ten i rok kościelny kończy się dla protestantów z niedzielą wieczności, dnia wpomnienia zmarłych znanych i nieznanych, bliskich i dalekich serca i miejsca zamieszkania.

rysunek Anna Krenz Wpis Ewy Marii

Jest godzina 16. Właśnie wróciłam. Pada, zimno, szaro, listopadowy dzień roboczy w mieście, w którym, jak słusznie zauważyła Heimchen, nie obchodzi się tego święta. Tym bardziej było dla mnie zawsze bardzo ważne, że szłyśmy tego dnia z "berlińską Anią" na grób profesora Brücknera. Pisałam już o tym na Kurze. W tym roku byłam sama, zaraz po pracy, nikt nie mógł ze mną tam dzisiaj pójść.

Tempelhofer Parkfriedhof

Byłam sama i gdy wchodziłam na wielki pusty cmentarz po prostu się bałam. Nie duchów, oczywiście, ludzi. Cóż jednak robi towarzystwo choćby drugiej, tak samo jak ja słabej i bezbronnej kobiety. Gdy chodziłyśmy tam we dwie - nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby się bać. 

Ten cmentarz jest już nieużywany i z roku na rok pustoszeje. 

Grób profesora jest coraz bardziej samotny. Do niedawna towarzyszył mu przynajmniej nadal używany cmentarzyk dla psów i kotów, teraz już nawet zwierzaków nie ma.

Profesor Brückner pochodził z niemieckiej rodziny spod Tarnopola, która w ciągu trzech pokoleń jego rodziców i dziadków zachowała wprawdzie niemiecką pisownię nazwiska, ale poza tym się całkowicie spolszczyła. Aleksander studiował we Lwowie i Wrocławiu, został jako młody obiecujący indogermanista powołany na Uniwersytet w Berlinie, założył tu, pierwszą w Niemczech, katedrę slawistyki i kierował nią do emerytury czyli przez 44 lata. Był niespożytym badaczem i wspaniałym pisarzem, bo choć pisał o sprawach naukowych, nie pisał jak naukowiec lecz jak pisarz. Jego zasługi dla lingwistyki polskiej są równie ogromne jak dla niemieckiej. Jest, był jednym ze świetnych przykładów, że mamy, Niemcy i Polacy, osoby, z których wspólnie możemy być dumni.

Możemy....

Za 12 lat cmentarz w ogóle zlikwidują. Od czasu, gdy to wiemy, próbujemy z Anią przekonać ludzi i instytucje, w Polsce i w Berlinie, by zechcieli i zechciały zająć się tym, co się stanie z  grobem profesora za te 12 lat? Nie będę ich tu wymieniać, ale wierzcie mi, były to wielkie instytucje i wspaniałe osoby. W większości nasze prośby pozostawały bez odpowiedzi, ale słyszałam też komentarze, że nie tylko nas to obchodzi i nie tylko my dwie tam chodzimy, bo jeszcze ci czy owi tam bywają.

Tempelhofer Parkfriedhof

Nie bywają. Przez rok nikogo tu nie było! I nikogo nie było dzisiaj. Na zdjęciu pewnie to marnie widać (padał deszcz!), ale na grobie leżą porozrzucane ogarki i świeczniki, które zapaliłyśmy z Anią dokładnie rok temu. I tylko te, żadnych więcej.

Tempelhofer Parkfriedhof

W tym roku przyniosłam aniołki. Na świeczkach i do ustawienia. Może one coś zrobią.

    Wpis kanadyjki

Niestety dopiero dzisiaj, bo wczoraj zaraz po powrocie z pracy wyladowalam w lozku (grypa gastryczna, zmeczenie, nie wiem?).

Tu w Kanadzie nie ma zwyczaju chodzenia na groby 1 listopada. A nawet gdyby był, to gdzie ja mam chodzić? Rodzinnych grobów tu nie ma, a przyjaciele i znajomi, którzy odeszli też nie mają grobów. Coraz częściej rodzina wybiera kremację i rozsypanie prochów w jakimś specjalnym miejscu. Ja się jednak do tego nie mogę przyzwyczaić. Jest mi potrzebne jakieś konkretne miejsce, które należy do zmarłego, gdzie można położyć kwiatek, dotknąć ręką kamienia i postać w zadumie.

Tak więc pozostają mi tylko wspomnienia i zdjęcia. A jak przyjadę do Warszawy to i tak pójdę na cmentarz, na groby Dziadków i mojej przyjaciółki Kasi. 

księżniczka Wpis Panny Dorotek

Pamiętam z Polski, że 1 listopada bezwarunkowo kończyło się ciepło i przychodził przymrozek, czasami czuć go było każdą komórką ciała. Na ten powiew przeszywającego zimna - powiew  wieczności, nawet umysłom prymitywnym jak mój, ślepym i głuchym na znaki z zaświatów, musiała przynajmniej przez chwile przemknąć myśl o śmierci. Kuląc głowę w ramiona  instynktownie przed jej bezlitosną kosą pomykali być może między grobami szepcząc  „ no, nie, jeszcze nie teraz…“ Po wielu latach upartego uchylania się od tej konfrontacji  ze świętem zmarłych - (a przyznam, ze wszystkim sobie potrafię poradzić, ale z tym jakoś nie, umiem się troszczyć jedynie o żywych) – bedąc bezpiecznie daleko od tego zimna i tych myśli, poszłam 1 listopada w Marbach na grób Kurta Pinthusa, zasłużonego wydawcy, któremu germaniści zawdzięczają chociażby jedną z najbardziej potem potrzebnych w tym fachu antologię ekspresjonizmu z czasów, gdy dla tego kierunku trzeba było dopiero przecierać szlaki w germanistyce. Osiadł na ostatnie lata w Marbach, żeby zaznać spokoju i pobyć wśród archiwaliów i tematów sobie bliskich. Jak się potem okazało, także po to, by tu go dorwał może faktycznie i ten powiew, ale konkretnie to samochód – jeden z niewielu, które wtedy jeździły po tym małym miasteczku. Czy ktoś z urzędu, czyli z Archiwum, gdzie oddal swoją spuściznę i gdzie pracował ostatnie lata, zatroszczył się o świeczkę? Myślę, że moja zostałaby tam równie długo jak świeczki na grobie profesora Brücknera,  gdyby nie to, ze służby komunalne mają obowiązek sprzątania tych pozostałości regularnie. Może zresztą na tym cmentarzu byłaby to jedna z najwyżej dziesięciu pozostałości. Czyli ilość nie mająca wartości statystycznej. Jak cale nasze sentymentalne działanie. Dlatego, jeśli już, to zaglądam na cmentarz w Marbach.   

czwartek, 01 listopada 2012, ewamaria030
Tagi: cmentarze

Polecane wpisy

Komentarze
2012/11/01 20:58:00
dziękuję za wpis(y).
-
2012/11/02 07:24:11
Uwaga nasi mili Czytelnicy i Czytelniczki. Przypominam, że dziś są Zaduszki kolejny dzień tradycyjnych wizyt na grobach i cmentarzach. QRA przez cały dzień czeka dziś na zdjęcia i komentarze od Was. Zdjęcia przysyłajcie proszę na podany w bocznej szpalcie adres mailowy QRY.
-
2012/11/02 12:52:50
Nie wiedzialam, ze Brückner tam lezy. Chetnie czytalam na studiach tych autorow w sluzbie akadedemickim habsbursko-hohenzollsko-romanowskich. Mieli po prostu szeroki horyzont, tez jego promotor Baudouin de Courtenay. Ale filologia slowianska wtedy i dzis to raczej "kierunek storczykowaty". Jeszcze polecam lekture na temat wszystkich Swietych i Dusz odpowiedny rozdzial w "Zlotej Legendzie" www.catholic-forum.com/saints/golden299.htm i www.catholic-forum.com/saints/golden300.htm (Nie znalazlam w sieci tekst po polsku).
-
2012/11/02 20:21:14
Wloskie cmentarze roznia sie bardzo od polskich, my jestesmy przyzwyczajeni do cmentarza parku pelnego drzew w ktorym mozna pochodzic miedzy grobami, a tu glownie katakumby, grob jezeli ziemny to tylko na 10 lat; zupelnie inna tradycja do ktorej z trudem sie mozna przyzwyczaic, zaakceptowac ja.
-
2012/11/03 01:06:08
Ciekawe, nikt (NIKT?) z kilku tysięcy osób, jakie wg statystyk czytają QRE tygodniowo, a które zapewne w większości mieszkają w Polsce, nie chciał się z nami podzielić żadnym aktualnym zdjęciem cmentarza pełnego świateł. A wypowiedzieliśmy się - poza jednym wpisem - my, mieszkający za granicą. Ciekawe.
-
pharlap
2012/11/03 12:29:36
Dobre spostrzeżenie Ewo. Wydaje mi się, że to logiczne. W Polsce Wszystkich Świętych to rzecz oczywista, wszyscy obchodzą. Dla Polaków poza Polską jest to okazja do stwierdzenia, że jesteśmy daleko od tego dla nas normalne. Stąd potrzeba podzielenia się tą refleksją. Dziękuję współautorkom wpisu za towarzystwo w tym specjalnym dniu.
-
2016/11/02 13:59:38
Jak myślicie czy można powierzyć komuś sprzątanie grobów ? Ostatnio wpadłem na dość ciekawą ofertę jaką jest, sprzatanie grobow lodz sprzatanie-grobow-lodz.pl/ jak myślicie warto komuś powierzyć takie zlecenie ? Znajomy mi właśnie wspominał o tej firmie, maja rewelacyjne podejście do klienta !