Nie jesteśmy nowi na świecie, przed nami była
KURA

O nas i o blogu

Napisz do nas:
qra-poczta@gazeta.pl

Współpracuj z nami

Nagrody
Fundatorzy
Lektury
Filmy


Blog > Komentarze do wpisu

Wielki Finał

Wpis pharlapa.

W sobotę odbył się w Melbourne finał ligi futbolu australijskiego. To są mistrzostwa świata, olimpiada i prowincjonalny jarmark w jednej osobie. Bo w footy gra się tylko w Australii, a prawdę mówiąc to tylko w naszym stanie - Wiktoria.
Początki gry sięgają 1859 roku. To właśnie zaskakuje mnie w Australii - ten tak młody kraj ma tak stare tradycje. 1859 rok? Toż w Królestwie Polskim panował wtedy jeszcze feudalizm a w Australii związki zawodowe walczyły już o 8-godzinny dzień pracy. Nic dziwnego, że ludzie wymyślali również sposoby spędzania wolnego czasu.
O samej grze nie napiszę wiele bo i tak nikt z moich czytelników jej pewnie nie obejrzy. Zresztą ja byłem tylko raz na meczu i nie dotrwałem do końca. Jest to mieszanina rugby i futbolu gaelickiego - tak, tak - jest i taka gra. Pomysłowość Irlandczyków w wymyślaniu gier i zabaw to osobny temat. Dla mnie najważniejsza zasada to jajowata piłka. Gracza w posiadaniu piłki można dośc brutalnie atakować w związku z czym pozbywa się on piłki jaknajprędzej - kopiąc lub piąstkując (nie wolno rzucać piłki). W rezultacie gra jest ogromnie dynamiczna. Bardzo efektownym elementem gry są niebotyczne wyskoki do piłki. Gracze potrafią wykorzystać do tego plecy swoich partnerów i przeciwników...


Źródło zdjęcia TUTAJ

Zachęcam również do obejrzenia kilku migawek z akcji.
Na wstępie wspomniałem o prowicjalności tej gry. Gdy przyjechaliśmy do Australii prawie 30 lat temu nie było ligi ogólnokrajowej tylko VFL - Victorian Football League, reszta Autralii grała w rugby. Zaledwie jedna drużyna - Swans - miała siedzibę w Sydney a to też było czysto administracyjne posunięcie gdyż rok wcześniej drużyna ta rezydowała w South Melbourne. Dalekowzroczne kierownictwo ligi zdawało sobie sprawę, że jedno miasto, choćby to nawet było Melbourne, posiada jakieś granice wytrzymałości w oglądaniu imprez sportowych. Obecnie mamy więc ligę ogólnokrajową - AFL - Australian Football League. W Victorii rezyduje 10 drużyn (9 w Melbourne), po dwie w Adelajdzie, Brisbane, Sydney i w Zachodniej Australii. Ktoś mógłby się wtrącić - zaraz, zaraz - przecież na koniec sezonu najsłabsza drużyna pewnie spada do niższej ligi a w jej miejsce awansuje ktoś inny. Jak zagwarantować żeby drużyna z, na przykład, Sydney została zastąpiona przez drużynę miejscową? Przepraszam, ale sport to jest zbyt poważny byznes, aby zdawać się na los przypadku. Nikt nie awansuje ani nie spada, chyba że tak ustali AFL. Poziom drużyn kontroluje się używając narzędzi finansowych. Drużyny mają wyznaczony pułap zarobków graczy (salary cap). Dwóch pupilków ligi ma te pułapy znacznie wyższe niż zasiedziałe drużyny. A więc mają argumenty, aby ściągnąć lepszych graczy. Drugi element kontrolny to coroczny zaciąg (AFL Draft). Odbywa się on w listopadzie - jest to zakup wyróżniających się zawodników z drużyn niższej klasy. Prawo pierwokupu mają drużyny, które zajęły ostatnie miejsce w sezonie. Mistrz ligi kupuje ostatni.
Ktoś może znowu kręcić nosem - to niesportowo. Wolne żarty - nie po to walczyliśmy o wolny rynek żeby coś było sportowo czy jak to się tam nazywa? Rezultaty? Proszę bardzo - w ostatnich pięciu sezonach mecze oglądało na żywo po 6.5 miliona widzów - średnio 31 tys. widzów na każdym meczu. Mecz finałowy - ponad 99 tysięcy plus prawie 3 miliony w telewizji. Wartość sobotniego finału szacowano na $50 milionów.
Nie wiem czy to jest przyczyną czy skutkiem tego, że Australijczycy traktują sport bardzo relaksowo. Każda drużyna ma bardzo zagorzałych kibiców. Klubowe stroje i akcesoria, groźne pogróżki pod adresem konkurentów i .. wspólne picie piwa po meczu. Nie słyszałem tu o bijatykach między kibicami czy demolowaniu stadionów. Co innego na boisku. Nie dość, że gra jest brutalna, to zawodnicy pozwalają sobie na bardzo złośliwe faule. Podczas sezonu ligowego każdy wtorek jest sądnym dniem. Trybunał AFL rozpatruje wykroczenia z ostatniej kolejki spotkań. Lista spraw przypomina kronikę policyjną. Telewizja pokazuje zawodników w porządnych garniturach, z minami skruszonych baranków i w towarzystwie nieodłącznych prawników.
Po tych rozważaniach pora wreszcie na odrobinę faktów z pierwszej ręki. Korzystając z pięknej pogody wybrałem się w czwartek rowerem do centrum miasta zobaczyć przedmeczowe bazary...


Sport, sława i pieniądze - w tym kontekście nie może zabraknąć pięknych kobiet. Tu i Tu i Tu zdjęcia z imprez towarzyszących (z lat ubiegłych).
W piątek na głównej ulicy Melbourne - Collins St -  odbywa się parada obu drużyn. W tym roku pogoda była bardzo niemiła więc pozostałem w domu, ale prawdziwych  kibiców to nie odstraszyło - migawki z parady TUTAJ. Polecam obejrzenie załączonego tam video - choćby po to aby usłyszeć prawdziwy australijski akcent. 
Mecz odbył się w jeszcze gorszej pogodzie, nie odstraszyło to ani jednego kibica. 
Dla porządku dodam, że w finale grały Jastrzębie (Hawthorn Hawks) przeciwko Łabędziom (Sydney Swans).
   
Wygrały Łabędzie.
poniedziałek, 01 października 2012, pharlap

Polecane wpisy

Komentarze
2012/10/01 16:12:04
Obejrzałam te piękne kobiety, Pharlapie, kobiety jak kobiety, ale te ich suknie, nono!