Nie jesteśmy nowi na świecie, przed nami była
KURA

O nas i o blogu

Napisz do nas:
qra-poczta@gazeta.pl

Współpracuj z nami

Nagrody
Fundatorzy
Lektury
Filmy


Blog > Komentarze do wpisu

Jeszcze dożynkowo: marynowany Hermelin, Stornsdorfer i bar w Maciejowej

Panna L. Wpis Panny L. (z wtrąceniami Ewy Marii)

Foto Panna L.Oto moja spóźniona – mea culpa – reakcja na opowieść Heimchen o dożynkach na obczyźnie. Tego dnia, o którym pisała, pogoda była na tyle piękna, iż po mszy dożynkowej, na której śpiewano pieśni z wielu krajów wspomniane przez Heimchen (co zabawne, tę z tekstem Franciszka Karpińskiego wykonuje się do melodii kolędy „Bóg się rodzi”), można się było wybrać na wycieczkę w góry i stołować po drodze w schroniskach po obu stronach granicy polsko-czeskiej, choćby w przepięknej Samotni.

U sąsiadów z Południa prawdziwa specjalność serwowana nawet w górach to marynowany ser hermelin, w smaku przewyższający tradycyjny camembert, obecnie w czeskim schronisku nieopodal Śnieżki serwowany z lokalnym napojem orzeźwiającym o smaku ziołowym i o nazwie kofola.

Dla smakoszy przepis - zdecydowanie wart uwagi:

W supermarkecie kup ser hermelin (ew. zastąpić camembertem). Krążki sera przekrój w poprzek na dwie połówki. Pierwszą z nich natrzyj czosnkiem, przypraw małą ilością zmielonej papryki, obłóż plastrem cebuli i przykryj drugą połówką sera. Ponadto potrzebnych jest kilka ziaren pieprzu, jeden listek laurowy oraz kilka pepperoni. Wszystkie te składniki włóż do zamykanego naczynia, zalej olejem tak, by całkowicie przykryć nim ser i pozostaw wszystko na kilka dni w chłodnym miejscu, aby nabierało aromatu. Hermelin smakuje znakomicie serwowany z chlebem i piwem.

Foto Panna L.

Powyżej: Schronisko Samotnia, poniżej: ser i piwo czeskie oraz kofola.

Foto Panna L.W Jeleniej Górze chętnie serwuje się piwo czeskie, jednak lokalna specjalnością przed wojną był Stonsdorfer (produkowany niegdyś w nieodległej miejscowości o tej nazwie). Dziś piwo to, które w wersji bezalkoholowej smakuje podobnie do czeskiej kofoli, warzy się w Szlezwiku-Holsztynie (Więcej TU), a maleńki Stonsdorf to Staniszów – siedziba aż dwóch pałaców. W jednym z nich, w pięknych biedermeierowskich i klasycystycznych wnętrzach skosztować można znakomitych dań, w drugim znajduje się otwarte niedawno i wzmiankowane już przeze mnie przy okazji opowieści o aktualnych lekturach – centrum sztuki współczesnej.

Nota bene, z lokalnych ciekawostek kulturalnych (a raczej kulinarno-artystycznych) wspomnieć można jeszcze współczesne graffiti umieszczone na ścianie baru w okolicach Jeleniej Góry, w Maciejowej, reklamujący swojskie jadło: kiełbasę, kaszankę, rybę i piwo.


Foto Panna L.

Dopisek Ewy Marii: To ja jeszcze w sprawie kościołów pokoju. Heimchen pisze o Świdnicy, Panna L. o Jaworze, a był jeszcze trzeci kościół, w Głogowie, który się jednak nie zachował. Te kościoły to niezwykłe zjawisko w historii, ale czego? Kultury? Sztuki? Stosunków pomiędzy wyznaniami? Są to największe drewniane budowle sakralne w Europie - w roku 2001 zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Powstały w drugiej połowie XVIII wieku, po pokoju westfalskim, który zakończył krwawą wojnę trzydziestoletnią. Luteranie na Śląsku otrzymali wtedy prawo wybudowania trzech kościołów, ale: miały być wzniesione z materiałów nietrwałych (dlatego są drewniane i drewniano-gliniane), nie mogły mieć wież, dzwonów, ani tradycyjnego kształtu kościoła oraz musiały zostać ukończone w ciągu jednego roku. Czy trzeba dodawać, że musiały zostać wzniesione na koszt protestantów?

Foto Panna L. Powrót do tekstu Panny L. Wspomnę jeszcze o kościele pokoju w Jaworze. Wierni przechodzący z wyznania katolickiego na ewangelicko-augsburskie, spożywali Wieczerzę Pańską nie po spowiedzi powszechnej, lecz – co zaskakujące – po indywidualnej. Świadectwem tego są zachowane tu, wyjątkowe w kościele protestanckim – konfesjonały, dopasowane stylistycznie do polichromii wnętrza. Dekoracja malarska przypomina biało-niebieskie kafelki holenderskie i zawiera także, jak na barokowe realizacje przystało, elementy kwiatów i owoców.

Foto Panna L.

Foto Panna L.

A więc w Jeleniej Górze oraz dalszej i bliższej okolicy na Dolnym Śląsku - dla każdego coś dobrego.

Pozdrowienia :-)

Wasza Panna L.

PS. I zagadka Ewy Marii: a co ma Brecht do dzisiejszego wpisu?

poniedziałek, 22 października 2012, ewamaria030

Polecane wpisy

Komentarze
przewodnikpokrakowie
2012/10/22 08:00:37
Może to, że najpierw żarcie, potem moralność?
:)))
-
2012/10/22 08:37:50
Zapewne, zapewne, ale jednak związek jest ściślejszy...
-
pharlap
2012/10/22 11:24:38
Chyba znalazłem pierwszy trop do rozwiązania zagadki - ojciec Brechta był katolikiem, matka - protestantką. Mieszkali z Ausgsburgu należącym do Bawarii będącej pod silnym wpływem katolizycmu. ale uczęszczał do protestanckiej Volksschule...??
-
2012/10/22 14:16:04
No coraz lepiej moi drodzy! Pharlapie, też nie o to mi chodziło, ale nie ma to jak nie męczaca gimnastyka intelektualna. Kto zresztą powiedział, że to, co ja mialam na myśli jest lepszą odpowiedzią niż inne propozycje. Czekam z zainteresowaniem na dalsze skojarzenia...
-
2012/10/22 17:04:42
Do EwyMarii: Proszę o odebranie kluczyka na poczcie gazetowej, choć na chwilkę :)
-
2012/10/22 17:20:21
Halo Eldka, tak dziękuję, dostałam - wprawdzie w ogóle nie wiem, co to znaczy, ale i tak się cieszę i czuję zaszczycona! A co to znaczy, to pewnie się okaże w tak zwanym praniu. Ucałowania
-
2012/10/22 17:32:09
A to podziękowanie za wpis powyżej. Proszę odczytać mój wpis "moje góry, nasza wyprawa" i zrobić z kluczykiem co się chce ;)
-
2012/10/22 21:40:15
A ja jeszcze w sprawie tego sera. Bo Hermelin to przecież po niemiecku gronostaj, a nasza Panna L. wygłaszała ostatnio referat na temat "Damy z łasiczką", która jak wiadomo jest "Damą z gronostajem", temat jest jej więc bliski. I patrzcie państwo, jak to się ludziom ciekawie przez przypadek (?) składa, że potem idzie sobie na wycieczkę i spotyka na drodze ser Hermelin. Wikipedia niemiecka tłumaczy, że tak się nazywa po czesku ser typu camembert, co wiemy z wpisu, ale sprawdzam, jak się nazywa gronostaj po czesku i otóż Lasice hranostaj. Czyli myślę sobie, że musiało być tak: kiedyś ten ser był pewnie bardziej puchaty, a że był biały, to nazwano go w Niemczech Hermelin czyli gronostaj. Stąd zawędrował do Czech (wraz z nazwą), a w Niemczech popadł w zapomnienie i przyszedł po raz wtóry już z Francji jako camembert od nazwy miejscowości Camembert nad Orną.
Czy inaczej?