Nie jesteśmy nowi na świecie, przed nami była
KURA

O nas i o blogu

Napisz do nas:
qra-poczta@gazeta.pl

Współpracuj z nami

Nagrody
Fundatorzy
Lektury
Filmy


Blog > Komentarze do wpisu

Droga na koniec świata

rysunek Anna Krenz Wpis Ewy Marii

Dotarłam do Finisterre. Zawsze chciałam tu dotrzeć.

koniec swiata koniec swiata

Zanim napiszę dalej, wstawię zagadkę, bo się kojarzy z moim pierwszym zdaniem w sposób po prostu nieodparty. Jest taki pisarz, zwany "pisarzem drogi", który też, podobnie jak ja, zawędrował do Finisterre, tylko że jego "Koniec swiata" leży gdzie indziej.
Jaki pisarz? w jakiej książce? gdzie leży jego Finisterre?

To był pisarz numer 1. Ale jest jeszcze pisarz numer 2, który jest wielbicielem poprzedniego, a obaj są kultowi. Ten drugi napisał między innymi powieść o dziewczynie, która miała wielkie... kciuki, tak wielkie, że mogła tylko zostać autostopowiczką. Uważała się za następczynię czy koleżankę pisarza nr 1.
Co to za pisarz, co to za powieść?

Nikt nie rozwiązał zagadki numer 1, a to Jack Kerouac "Satori in Paris" (autor szuka tam swych rodzinnych korzeni i dociera do Finisterre we francuskiej Bretanii); numer 2 rozwiązała Juliczka: "Even Cowgirls Get the Blues" Toma Robbinsa.

A teraz wpis.

Jasne, wszyscy już wiedzą, że byłam "w drodze" czyli na tzw. Camino de Santiago, Drodze św. Jakuba. Dużą jej część, z Porto do Santiago, przeszłam razem z Kingą, którą Czytelniczki Kury (starej) zapewne kojarzą, bo od czasu do czasu pojawiała się tam z wpisami góralskimi, a to na placek ze śliwkami, a to twarożek z miętą lub jajecznicę z pokrzywami. No i oczywiście z różnych relacji berlińskich, z których wynika, że jak Kinga przyjeżdża z wizytą, to my nic tylko gotujemy, jemy i gramy.

Przeszłyśmy krótszy niż popularna Droga Francuska wariant drogi św. Jakuba - tzw. Drogę Portugalską, i tu też okazałyśmy się całkiem nietypowe, bo wybrałyśmy szlak nadbrzeżny, a nie śródlądowy. Czyli wiekszą część drogi maszerowałyśmy wzdluż Atlantyku. Droga jest teoretycznie znana, ma nawet nazwę - Camina Costa Portuges. Ale nikt jej nie używa. Byłyśmy same. Zupełnie same. Na tej trasie nie ma pielgrzymów, nie ma schronisk, po części nie ma i znaków. Ale za to jest Atlantyk! Cud po prostu niezwykły. Wielki Ocean i wielki wiatr, który cały czas towarzyszy wędrówce. Ocean sprawia też, że wszelkie znaki, strzałki i mapy są właściwie niepotrzebne. Trzeba iść na Północ i mieć Ocean po lewej ręce i na pewno się nie zbłądzi. Gdzieś tam na Północy leży Vigo i dopiero tam będzie się trzeba zacząć martwić o strzałki i inne wskazowki, jak dojść do Santiago de Compostela. Ale tam też pojawią się i drogowskazy, i pielgrzymi, i tanie schroniska. Za Vigo jest znacznie łatwiej, trzeba po prostu iść, ale za to nie ma już Oceanu. Obie z Kingą uznałyśmy tę zamianę za niekorzystną.  

Foto Kinga

Ale za to właśnie na tej trasie lądowej spotkała nas największa przygoda kulinarna tej pielgrzymki. Odkryłyśmy mianowicie papryczki z Padronu.

Najpierw zobaczyłyśmy je w sklepie. Dziwne papryczki.

Foto Kinga

Potem w restauracji. Fura dziwnych papryczek. Kto zje tyle papryki na raz? A oni jedli.

Potem dotarłyśmy na nocleg do schroniska w klasztorze św. Antoniego w Herbon, dwa kilometry od miasteczka Padron, dokąd przybił ongiś statek ze zwłokami św. Apostoła.

Jesteśmy więc w klasztorze. Po najważniejszym zajęciu pielgrzyma, który dociera gdzieś na noc - i nie myślcie, że po modlitwie - nie, po myciu i praniu, rozłożyłyśmy się z Kingą jak dwie mokre, leniwe foki na ławce pod ścianą klasztoru. Kinga czytała mi na głos przepisy na hiszpańskie potrawy z jarzyn. Musiałyśmy sobie bowiem udowodnić, że w Hiszpanii można zjeść coś innego niż nieśmiertelną tortillę lub empanadę. A marzyłyśmy o kalafiorach, brokułach, szpinaku, fasolce, bobie i cukinii. Kinga czytała mi więc, a ja drzemałam. Wtedy dosiadł się do nas portugalski pielgrzym i powiedział, że jak chcemy przygotować papryczki z Padronu, to trzeba je umyć, osuszyć, wrzucić na chwilę do wrzącej oliwy, wyjąć, posypać grubą solą i zjeść. Na talerzu zostają tylko ogonki.

Pokiwałyśmy z zainteresowaniem głową.

Po chwili przyszedl wolontariusz i powiedział, że teraz ma czas i może nas oprowadzić po klasztorze. O klasztorze napiszę kiedy indziej, dziś wspomnę tylko, że jest to klasztor franciszkański z XIV wieku i że... papryczki. Bo oto to tu właśnie, w tym oto właśnie klasztorze mnisi jako pierwsi posadzili sprowadzone z Meksyku papryczki i zaczęli je jeść oraz oferować innym do jedzenia. Po czym okazało się, że innym one też smakują, ale ich uprawa udaje się tylko tu, w klasztorze i okolicy. I tak zostało - papryczki z Padron.

Foto Kinga

W klasztorze miała być kolacja, spodziewałyśmy się więc tortilli lub empanady. Tymczasem dostałyśmy same smakołyki - sałatkę z makaronu z jarzynami (och, była nawet marchewka!), pieczone żeberka (przymusu jedzenia żeberek nie było, co i lepiej, bo obie jesteśmy wegetariankami) i... papryczki z Padron. Kinga zabrala się raźnie za papryczki, ja z mniejszą ochotą, bo wydawało mi się, że nie lubię papryki. Otoż informuję - papryki może nadal nie lubię, papryczki z Padron za to po prostu uwielbiam!

papryczki

A jak dotarłam (już sama) z Finisterre do Santiago, przeczytałam w gazecie na pierwszej stronie (!!!!), że w sobotę czyli przedwczoraj byl w Hebronie festiwal papryczek. 

papryczki

wtorek, 07 sierpnia 2012, ewamaria030

Polecane wpisy

Komentarze
2012/08/07 08:21:14
A ja napisze nie zagadke, bo kazdy wie kto to powiedzial i gdzie
jest napisane" Widzieli owe fines na ktorym sie orbis terrarum konczy"

Tobie Kurko Kochana sie ten orbis terrarum nie skonczyl i wrocilas, ale dopiero
jutro bedziesz w domu. Sciskam i pozdrawiam ciotuchna
-
2012/08/07 08:59:24
ach, a ja dziś wszystko usłyszę z ust własnych i z pierwszej ręki będę miała relacje! i dostałam już dziś w nocy (!) piękne muszle z końca świata--ja to mam jednak szczęście :-)
-
2012/08/07 10:04:55
No niech mnie dytko ściśnie, bo ono chyba z tej samej książki, jeśli to nie pan noblista nasz ukochany, niegdyś czytywany bez końca i zawsze, znany na pamięć i bodaj czy nie najważniejszy w kanonie wychowania kulturalnego i obywatelskiego, a dziś, cóż, chyba już całkiem pozbawiony znaczenia. No w każdym razie to u niego to orbis terrarum, w pierwszej części tego, co to się z trzech składa, czy jak?
-
2012/08/07 12:44:58
Wróciłam do Berlina i zabieram się za porządne przeglądanie tego, co działo się na QRZe podczas tych trzech tygodni, kiedy mnie nie było. Działo się dużo, a ja w ogóle nie byłam na bieżąco i niektórych wpisów w ogóle nawet nie przeczytałam. Ostatni przeczytany to wpis Ciotuchny o wakacjach w Karwi.
ewamaria030qra.blox.pl/2012/07/Wspolny-urlop.html
I tak - czy Ciotuchna zauważyła, że tam sie zgłosił "grześ11" i prosi o kontakt?
I czy Konsti da mi znać, kiedy wróci z wakacji i kiedy słać nagrodowe sztalugi i podpórki?
-
2012/08/07 19:27:12
Mam wrażenie, że czytając przez cały dzień, uzupełniłam wreszcie braki w lekturze QRY i mogę powiedzieć, że bardzo to było wszystko ciekawe. Dziękuję wszystkim autor(k)om tudzież komentator(k)om. Mam jeszcze drobną prośbę - wydaje mi się, że mam do wysłania tylko nagrody do Konsti (stojaczek i sztaluga), ale gdyby się okazało, że coś się komuś jeszcze z Berlina należy, to niech mi proszę napisze.
-
Gość: juliczka, *.dynamic.chello.pl
2012/08/07 21:43:30
Kto raz postawił nogę na camino, ten już zawsze będzie w drodze.
-
2012/08/07 22:12:47
Ja nie na temat. Pamiętacie ten wpis? Dzisiaj w Trójce mówili o babeczce portugalskiej, która właśnie kończy 175 lat. I ja od razu dzięki Kurze wiedziałam, o co chodzi! :) Witam Ewo z powrotem na grzędzie :)
-
Gość: juliczka, *.dynamic.chello.pl
2012/08/07 23:08:38
Napodróżuję się z QRĄ - czy mogłam kiedyś przypuszczać, że spotka mnie tak niezwykła przygoda?
"Pielgrzym" i Paulo Coehlo oraz "Even Cowgirls Get the Blues" Toma Robbinsa. Wystarczy tylko, abym przeczytała, obejrzała film z Umą Thurman. Sięgnęła również po " Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam" Coehlo, tam pojawia się Saint-Savin.
Jeszcze nie wiem, gdzie leży jego, Paulo Coehlo, koniec świata.
A że lubię i "w drodze", i "po kolei", to przede mną ciekawy wieczór.
-
2012/08/08 00:21:07
Hallo Juliczko, druga część zagadki prawidłowo rozwiązana - rzeczywiście Tom Robins i jego kowbojka. Ja nie widziałam filmu, ale za to w książce ten pierwszy zagadkowy autor jest wymieniony kilkakrotnie z imienia i nazwiska. I nie jest to Coelho, za młody - ten o kt'orego chodzi w zagadce był bożyszczem generacji moich rodziców w czasach ich młodości i szukał swojego końca świata w innym kraju, nie w Hiszpanii. Jego najsłynniejsza książka dała nazwę całemu gatunkowi filmów i książek...
-
Gość: juliczka, *.dynamic.chello.pl
2012/08/08 23:56:59
Halo halo Ewomario,
Byłbyż to Henryk Sienkiewicz i owe fines pana Wołodyjowskiego. Ni to zapytam, ni stwierdzę, bo może lepiej dla mnie jest pouśmiechać się miło.
Temat wpisu zawładnął moim czasem, wyobraźnią, za co dziękuję. Zerkam na blog Cafe Lumen; Szymon wyruszył właśnie za znakiem muszli i żółtej strzałki. Każdy ma swoje camino.
-
2012/08/09 00:00:47
Sienkiewicz jest ci on i "Ogniem i mieczem", ale to odpowiedź na zagadkę-nie zagadkę Ciotuchny z komentarzy, a I część zagadki z wpisu nadal nie odganięta, choć po prawdzie to wierzyć mi się nie chce i tak sobie myślę, że Juliczka świetnie wie, o kogo mi chodzi, tylko się droczy.
-
Gość: juliczka, *.dynamic.chello.pl
2012/08/09 01:05:21
Należałoby zatem sięgnąć po dzieła Franza Kafki, czyż nie?
-
2012/08/09 14:14:16
Ulituję się nad Juliczką. Autor jest Amerykaninem i jeździł samochodem, dlatego Kowbojka Robinsa mogła uważać, że się z nim może kumplować...
-
Gość: juliczka, *.dynamic.chello.pl
2012/08/10 00:21:29
Pięknie błądzę i pożytecznie mi z tym zbłądzeniem. Na jutro zapowiada się deszcz; wolną chwilę mogę poświęcić na "Światłość w sierpniu" Faulknera, od dawna przygotowaną w stosiku do przypomnienia. Nie przewidywałam powrotu do twórczości Ernesta Hemingwaya obiecując sobie, że kiedyś tak, że kiedyś na pewno. I dowiem się, gdzie leży jego Finisterre.
-
2012/08/10 00:29:37
No to poczekam...
-
2012/08/13 19:32:06
A ja dodam, że spróbowałam przygotować zwykłą paprykę tak, jak w Hiszpanii przygotowuje się papryczki z Padron. Wzięłam zieloną paprykę, umyłam, obrałam, pokroiłam w paski, usmażyłam przez trzy minuty we wrzącym oleju i podałam z grubą solą. Nie są to wprawdzie kultowe papryczki, ale danko wyszło naprawdę bardzo smaczne. Polecam.