Nie jesteśmy nowi na świecie, przed nami była
KURA

O nas i o blogu

Napisz do nas:
qra-poczta@gazeta.pl

Współpracuj z nami

Nagrody
Fundatorzy
Lektury
Filmy


Blog > Komentarze do wpisu

Człowiek, który wygrał Australię w sądzie

Wpis pharlapa

W moim poprzednim wpisie na temat Australii opowiedziałem jak kapitan Cook wziął australijskie tereny w brytyjskie posiadanie. Może to było nielegalne i bezprawne, ale skoro zostało ogłoszone pod brytyjską flagą i przypieczętowane salwą z dział okrętowych to cała potęga imperium brytyjskiego będzie tego bronić do ostatniej kropli krwi. Chyba że...
Minęło wiele lat zanim ktoś wpadl na pomysł, aby zakwestionować prawo w jego twierdzy - czyli w sądzie.
Edward Koiki Mabo urodził się w 1936 roku na wyspie Mer (Murray Island) w Cieśninie Torresa (Torres Strait) oddzielającej Australię od Nowej Gwinei. Gdy miał 17 lat, przyłapano go na gorącym uczynku - pił alkohol i przebywał z dziewczyną. Dano mu do wyboru - rok ciężkich robót albo wydalenie z wyspy. Wybrał to drugie.
W tym czasie program edukacji Aborygenów przewidywał siedem lat szkoły podstawowej, z tym, że po ukończeniu takiej szkoły dziecko miało wiedzę na poziomie 4-ej klasy szkoły dla białych dzieci.
Na kontynencie australijskim pracował przy połowie krabów, na plantacjach trzciny cukrowej, jako ładowacz towarów w porcie. Pracując w dużym mieście poczuł na własnej skórze dyskryminację rasową. Jego żona idąc po zakupy wypatrywała pory, podczas której w sklepie było pusto. Bo jeśli był jakiś biały klient, to Aborygen musiał ustąpić mu miejca w kolejce do kasy. Hotele nie przyjmowały "czarnych" gości. Eddie nie dostał pozwolenia na odwiedzenie umierającego ojca. Gdy poszedł z białymi kolegami z pracy do pubu i zamówił 8 piw, dostał tylko 7. Bo czarnemu nie było wolno podać alkoholu. Koledzy ostentacyjnie wyszli z pubu i zachęcili Eddiego, aby wstąpił do związku zawodowego. Zyskał sobie przez to opinię komunisty i stracił pracę. 
Następna praca przyniosła zupełnie nieoczekiwane skutki. Pracował jako ogrodnik na uniwersytecie Jamesa Cooka w Townsville. Profesor Noel Loos zauważył ze zdziwieniem czarnoskórego osobnika, który każdą wolną chwilę spędzał w uniwersyteckiej bibliotece. Eddie studiował prace antropologów dotyczące wysp Cieśniny Torresa i wspomniał profesorowi, że znalazł tam wiele błędów. Zaproszono go na dyskusję naukową. Gdy rozmowa zeszła na tematy ogólne, Eddie wspomniał, że odziedziczy ziemię po ojcu, na co jego rozmówcy delikatnie zwrócili mu uwagę, że niczego nie może odziedziczyć, gdyż zgodnie z zasadą terra nullius (ziemia niczyja), jego ojciec nie ma prawa posiadać żadnej ziemi.
Tu dygresja..
Już ponad 100 lat wcześniej niektórzy biali osadnicy czuli się nieswojo gdy przyszło do zajmowania "niczyjej" ziemi. Na przykład, urodzony już w Australii John Batman pierwsze kroki skierował do miejscowych Aborygenów i właśnie z nimi zawarł umowę w myśl której, za cenę - 40 kocy, 30 siekier, 100 noży, 50 nożyczek, 30 lusterek, 100 chusteczek, 100 funtów mąki i 6 koszul - nabył tereny nadające się według niego na wioskę. Cena niebagatelna. A wioska dotąd pozostała wioską i nazywa się Melbourne. Szczegóły transakcji są TUTAJ.
Władze kolonii natychmiast interweniowały uznając transakcję za nieważną i udzielając Batmanowi nagany. Muszę przyznać, że mimo wątpliwości natury moralnej mam jednak szacunek dla brytyjskiej umiejętności egzekwowania prawa. Niektórym krajom bardzo by się to przydało.
Wiadomość, że  według prawa ani on ani jego rodzina nie posiadają żadnej ziemi, była dla Eddiego szokiem i poświęcił on resztę życia na zmianę tego prawa.
W 1982 roku Eddie wraz z czterema innymi mieszkańcami Murray Island wystąpili do sądu o uznanie ich prawa do ziemi ojców. Po kilku latach rząd stanu Queensland zorientował się, że sprawa wygląda całkiem poważnie i czym prędzej uchwalił Quensland Coast Islands Declaratory Act, który stwierdzał, że wszelkie dochodzenia prawa własności ziemi na wyspach przybrzeżnych ulegają przedawnieniu. Jednak sąd najwyższy anulował ten akt, uznając go za niezgodny z aktem dyskryminacji rasowej. Dzięki temu Eddie Mabo i jego wspólnicy mogli kontynuować sprawę.
Następna przeszkoda miała charakter prywatny. Odkryto, że Eddie Mabo naprawdę nazywał się Eddie Sambo i po śmierci ojca, jako małe dziecko, został adoptowany przez swojego wujka. Eddie wycofał się ze sprawy, ale sprawa zachowała jego nazwisko. W czerwcu 1992 roku (po 10 latach postępowań sądowych) sprawa została wygrana. Eddie umarł pół roku wcześniej.
Na marginesie wspomnę, że sędziowie, którzy prowadzili ostatnie etapy tej sprawy byli przychylni dla Aborygenów. Potrzebowali jednak namacalnych dowodów, że teren własności był zdefiniowny i że istnieje ciągłość zasiedzenia przez tę samą rodzinę. Miejscowa ludność wskazała biegłym znaki nacięte wiele lat temu na drzewach, a archeolodzy dokonali reszty.
A co z resztą Australii? - zapytają czytelnicy, którzy skuszeni chwytliwym tytułem, doczytali aż do tego miejsca. To samo pomyślało wielu Australijczyków. Tuż po decyzji sądu rozpoczęła się kampania strachu. Liczne gazety oraz telewizyjni i radiowi komentatorzy przedstawaili wizję rolników wygnanych z własnych farm oraz wielkomiejskich przedmieść zamienionych w święte miejsca Aborygenów. Nic takiego nie nastąpiło. Nowa legislacja stworzyła platformę dla rozpatrywania wniosków o uznanie prawa do ziemi zamieszkałej tradycyjnie przez plemiona aborygeńskie. Poważnych wniosków było zaledwie kilkanaście i wiele z nich zostało załatwionych w sposób kompromisowy. To znaczy określono zasady, na jakich Aborygeni i inne zainteresowane grupy (hodowcy bydła, kopalnie) mogą współistnieć na kwestionowanym terenie. Było oczywiście kilkanaście dziwacznych spraw, na ogół zainicjowanych przez "białych" prawników.
Czy w wyniku tego zwycięstwa coś się zmieniło w losie Aborygenów? Jeśli nawet, to bardzo nieznacznie. Mnie wydaje się, że było to raczej zwycięstwo prawa, które stało się bardziej ludzkie. Niewykształcony Aborygen ucywilizował europejskie prawo.

Zagadka.. z angielskiego sądu.
"- Zechce pan podać swoje nazwisko jego lordowskiej mości.
- Pimple - odpowiedział świadek.
- A imię chrzestne?
- Nataniel, milordzie.
- Daniel? Innego imienia pan nie używa?
- Powiedziałem Nataniel, milordzie.
- Nataniel, czy Daniel Nataniel?
- Nie milordzie, tylko Nataniel, nie Daniel.
- Dlaczego powiedział pan Daniel?
- Nie powiedziałem tego, milordzie.
- Powiedział pan - odparł sędzia zmarszczywszy brwi. - Dlaczegożbym napisał Daniel, gdybyś pan tego nie powiedział?...
- Teraz panie Pimple proszę słuchać uważnie... czy jest pan bliskim przyjacielem pana Bibicka, oskarżonego?
- O ile mogę sobie przypomnieć w tej chwili, znam pana Bibicka prawie od...
- Niech pan nie daje wymijających odpowiedzi. Jest pan przyjacielem pana Bibicka czy nie?
- Właśnie chciałem powiedzieć...
- Jeżeli nie będzie pan odpowiadał na pytania, to każę pana uwięzić..."

Nazwiska zmieniłem żeby się nie wyguglowało. Proszę podać nazwisko autora i tytuł książki, z której pochodzi ten cytat.
Poprawna odpowiedź - Karol Dickens - Klub Pickwicka. Odpowiedziała Heimchen.
czwartek, 30 sierpnia 2012, pharlap

Polecane wpisy

Komentarze
2012/08/30 10:51:16
No ta Australia, doprawdy, co za historie! Oczywiście i w Europie nie zawsze wiedzieliśmy, co to jest "państwo prawa", ale mamy już za sobą, przynajmniej "w Prusiech", kilka stuleci niezłej tradycji. W XVIII wieku jakiś źle potraktowany przez króla Fryderyka Wielkiego młynarz odpowiedział jego królewskiej mości:"Ale jest jeszcze sędzia w Berlinie - es gibt noch einen Richter in Berlin". To podobno tylko legenda, ale nawet jeśli, to powstanie takiej legendy jest znamienne.
-
2012/08/30 10:52:52
Aha, Kanadyjko, czy zauważyłaś, że wpisał się pod Twoim postem jakiś miłośnik hokeja podwodnego i odsyła do strony:
www.turniej.hydra.org.pl/en
-
2012/08/30 11:08:10
Powrót zagadkomańki: Pikwikowie, zespół/klub pikwikow Karola Dickensa? Bohater nazywa sie Winkle?
-
pharlap
2012/08/30 12:04:14
Brawo Heimchen - oczywiście Klub Pickwicka.
@ewamaria - odpowiedź młynarza kapitalna.
-
2012/08/30 14:29:59
-
pharlap
2012/08/31 03:18:38
Ewo - bardzo dziekuję za powiadomienie. Tak - rozwiązałas poprawnie.
-
2012/09/02 09:18:48
Dopiero dzisiaj na spokojnie mogłam zapoznać się z tym wpisem. Bardzo ciekawa opowieść. Przyznam się, że niewiele wiedziałam do tej pory o szczegółach historii Australii.