Nie jesteśmy nowi na świecie, przed nami była
KURA

O nas i o blogu

Napisz do nas:
qra-poczta@gazeta.pl

Współpracuj z nami

Nagrody
Fundatorzy
Lektury
Filmy


Blog > Komentarze do wpisu

Oszustwa literackie - twórcze

Wpis pharlapa

Australijczycy, jak to z młodych krajach bywa, dość późno zabrali się do samodzielnej działalności kulturalnej. A gdy już się zabrali, to oczywiście zaczęli od naśladowania angielskich wzorów. Dopiero pod koniec lat 30. ubiegłego wieku pojawili się młodzi twórcy, dla których ważniejsza od poprawności kulturowej była ich własna indywidualność.
Ich liderem stał się wkrótce młody poeta Max Harris, który jeszcze jako student założył w 1940 r., w Adelajdzie, magazyn literacki Angry Penguins (Gniewne Pingwiny). To był bardzo zły czas na tego rodzaju inicjatywy. Niedawno zaczęła się wojna, Australijczycy byli naładowani patriotyzmem i anarchistyczne idee Harrisa wywoływały oburzenie. Rozgniewani koledzy z uniwersytetu demonstracyjnie wrzucili Harrisa do rzeki, który to fakt z aprobatą relacjonowała miejscowa prasa.
Harris przeniósł się do bardziej liberalnego Melbourne gdzie połączył siły z grupą awangardowych malarzy - Heide Movement. Grupa "Gniewnych Pingwinów" zaczęła zyskiwać popularność.
Zdenerwowało to dwóch bardzo zdolnych, konserwatywnych inteletualistów - Harolda Stewarta i Jamesa MacAuleya. Odbywali służbę wojskową w Melbourne i mieli wiele wolnego czasu. Postanowili zrobić Harrisowi żart. Napisali cykl wierszy spełniających wszelkie kryteria modernistycznej poezji. Do tego dorobili bardzo stosowną fabułę. Wiersze rzekomo napisał samouk, prosty robotnik, Ern Malley, który zmarł kilka miesięcy wcześniej. Odkryła je przypadkiem jego siostra Ethel, która wysyła je do redakcji Angry Penguins z pytaniem, czy to jest cokolwiek warte.
Cokolwiek warte? To było arcydzieło! Max Harris opublikował wszystkie wiersze samorodnego geniusza, poprzedzając je entuzjastycznym wstępem. Po kilku miesiącach sprawa się wydała - Melbourne zatrzęsło się od śmiechu. Każda możliwa konserwatywna grupa używała sobie na Harrisie ile wlezie.
Chyba już domyślacie się drodzy czytelnicy jakie były tego skutki. Zainteresowanie Gniewnymi Pingwinami wzrosło. Ich magazyn oraz tom poezji Erna Malley sprzedawały się jak gorące bułeczki.
W końcu ta cała wrzawa wzbudziła zainteresowanie aparatu sprawiedliwości, który postanowił sprawdzić, czy ta poezja nie zagraża moralności. Zagrażała i to jeszcze jak! Max Harris jako wydawca został postawiony w stan oskarżenia. Główny świadek oskarżenia - detektyw Vogelsang - przeczytał wszystkie wiersze Era Malley i podczas procesu zacytował wiele nieprzyzwoitych fragmentów. Na przykład: jeden fragment wspomina o młodej parze udającej się wieczorem do parku - chyba nikt nie ma wątpliwości, że wieczorem chodzi się do parku głównie w niemoralnych celach. 
Ja nie mam wątpliwości, na dowód wspomnę cytat z raportu naszej milicji obywatelskiej: "Pozwany udał się z powódką w krzaki gdzie wydawali odgłosy typowe dla stosunków pozamałżeńskich".
Wracam do zeznań Ptasiego Śpiewu...Vogelsang wskazał na fragment gdzie użyto nieprzyzwoitego słowa "genitalia", i na inny gdzie użyto słowa "kazirodczy". On osobiście nie wie dokładnie, co to słowo oznacza, ale jest przekonany, że jest nieprzyzwoite.
Następnie sąd wziął Harrisa w ogień krzyżowych pytań każąc mu tłumaczyć wybrane fragmentów poezji Erna Malley - słowo po słowie. Wynik był oczywiście niezadowalający i wydawca został ostatecznie skazany na karę w wysokości 5 funtów z możliwością zamiany na 6 tygodni więzienia.
Pełen zbiór informacji na temat powyższego wydarzenia znajduje się TUTAJ.

Swoją drogą oszustwo przyciąga kolejne oszustwo. Mój ulubiony australijski pisarz - Peter Carey - napisał książkę My life as a fake (Historia pewnej mistyfikacji), w której pojawia się nieistniejący poeta i prześladuje wszystkie osoby zamieszane w tę historię.

Dzisiejszy przepis jest też w pewnym sensie oszustwem. Jego istotą nie jest bowiem wykonanie potrawy lecz sposób jej spożycia.
Tim Tam slam dunk.
Składniki:
- kubek gorącej czarnej kawy lub herbaty,
- czekoladowe ciasteczko - "wafelek", ale nie z wafla lecz z kruchego ciasta. Idealny jest australijski tim-tam - stąd nazwa.
Wykonanie:
Odgryźć przeciwległe narożniki ciasteczka.
Włożyć jeden nadgryziony narożnik do kawy/herbaty i wciągnąć mocno powietrze przez przeciwległy narożnik (tak jakbyśmy pili przez rurkę).
W momencie gdy poczujemy gorący płyn w ustach, szybko zjadać. W przeciwnym wypadku całość roztopi się nam w palcach.
Według mnie, dopiero po takim doświadczeniu można zrozumieć co znaczy zwrot - rozpływa się w ustach.
TUTAJ znajduje się filmik ilustrujący całą procedurę. Wykonawca - autor wpisu, produkcja i efekty specjalne - jego syn.

Żeby utrzymać się w konwencji tego wpisu, zagadka będzie też na temat oszustwa: kto ogłosił oficjalnie, że sprowadzi do Australii górę lodową z Antarktydy i sprzeda jako kostki lodu i co z tego wynikło?
Odpowiedź - Australijski byznesmen Dick Smith wpłynął 1 kwietnia 1978r do Sydney Harbour na plastikowej "górze lodowej". Kurtuazyjny komentarz Heimchen zaliczam jako poprawną odpiedź. Patrz mój komentarz datowany -  2012/07/11 12:52:42. W komentarzu podałem link do szczegółowego opisu tej historii. 
Nagroda: do wyboru - albo pozycja z oficjalnej listy, albo wspomniana we wpisie książka Historia Pewnej Mistyfikacji, albo inna książka Petera Carey - Złodziejstwo, czyli historia miłosna
Wybór nagrody pozostawiam do decyzji Heimchen. 
Jak nie oszustwo to złodziejstwo - Peter Carey czuje się najlepiej w takim klimacie.
wtorek, 10 lipca 2012, pharlap

Polecane wpisy

Komentarze
2012/07/10 07:22:47
:-))) śliczne!
-
2012/07/10 07:24:09
Nie sądziłam, że z Australijczyków taki dowcipny naród :)
-
2012/07/10 10:40:16
Właśnie spróbowałam Tim Tam Slam przez wafelkę w czekoladzie. Rewelacyjny smak! chyba wybieram się do australijskiego sklepu na Neue Grünstraße tu w Berlinie, żeby kupić oryginał www.australiashop.com Też znalazłam odpowiedź na zagadkę w "Muzeum Oszustek" ale się jeszcze powstrzymam, bo w Portugalii i w Kanadzie jeszcze śpija...
-
2012/07/10 19:51:17
@Heimchen: Wiesz co, ty po prostu rozwiązuj zagadki, a nie czekaj. Mam całą furę książek kucharskich po niemiecku, oddałabym ci hurtem jako nagrody...
-
2012/07/11 10:16:17
Nie chodzi o nagrodach - głowić się bez konkurencji to nie to. I "co z tego wynikło" jest taka fajna historia, że lepiej opowiada ją ktoś mniej niepełnosprawne językowo niż ja.
Co do książkach kucharskich - ja tam i tak tylko ogładam zdjęcia, bo gotuję "na winie" jak to określiła włosz.czy.zna w swoim wpisie.
Hmmm, i trochę chyba przeceniałam różnicę czasu z Portugalią :-/
-
pharlap
2012/07/11 12:52:42
Uchylam kapelusza przed kurtuazją Heimchen i zaliczam jej poprzedni komentarz jako rozwiązanie zagadki.
To oszustwo było pomysłem Dick Smitha bardzo energicznego przedsiębiorcy , który zrobił majątek jako właściciel sieci sklepów z aparuturą elektroniczną powszechnego uzytku.
1 kwietnia 1978r wpłynął na plastikowej "górze lodowej" do Sydney Harbour. Ten wyczyn został wpisany na pierwszej pozycji w liście najlepszych nieszkodliwych oszustw. Szczególy tutaj ==> www.museumofhoaxes.com/hoax/af_database/permalink/the_sydney_iceberg/
Kwestę wyboru nagdrody pozostawiam do decyzji Heimchen.
-
2012/07/11 15:51:56
:-) Nie trzeba dalej sie martwić, jak po polsku "shaving cream" i "fire-fighting foam". To ja wezmę "Stygmaciarza" Barwicza. Chętnie bym coś czytała Carey-a, ale cudzy świat Malezji w cydzym języku, to zbyt ambitne do czytania wieczorem w łóżku. Jako człowiek niezmotoryzowany na urlop wolę raczej elektroniczne książki lub miejscowe tabloidy.
-
2012/07/12 00:39:28
Halo Heimchen, "Stygmaciarza" jutro wyślę!