Nie jesteśmy nowi na świecie, przed nami była
KURA

O nas i o blogu

Napisz do nas:
qra-poczta@gazeta.pl

Współpracuj z nami

Nagrody
Fundatorzy
Lektury
Filmy


Blog > Komentarze do wpisu

Białe i czarne

Wpis pharlapa.

Dzicy, wysocy na pięć stóp i cztery do pięciu cali, o skórze brudnoczarnej i włochatej, pooranej bliznami, zeszpaconej tatuażem lub nacięciami, jakimi te ludy zwykły się przyozdabiać podczas uroczystości żałobnych, odznaczali się niezwykle długimi ramionani i wydatnymi brzuchami. Twarze ich były odrażające, o ogromnych wargach, szerokich i jakby rozpłaszczonych nosach; dolna warga , nadmiernie rozrośnięta, ukazywała koślawe, choć białe zęby. Żadne inne istoty ludzkie nie są tak podobne do zwierząt.
- Robert nie omylił się - rzekł major - to małpy, czystej krwi małpy!
- Majorze - rzekła lady Helena - czyżby pan przyznawał rację tym, co polują na tubylców jak na dzikie zwierzęta? Te nieszczęsne istoty sa przeciez ludźmi.
- Ludźmi? - oburzył się major - To są najwyżej istoty pośrednie między człowiekiem a orangutanem...

Miasto Melbourne powstało w 1835 roku. W lipcu 1851r proklamowano stan Wiktoria. Ludność stanu liczyła 80,000 osób a na pastwiskach było ponad 6 milionów owiec. Kilka miesięcy później odkryto bogate złoża złota w pobliskim Ballarat i w ciągu kilkunastu miesięcy ludność wzrosła do ponad 300 tysięcy a Melbourne stało się najdroższym miastem  na świecie i finansową stolicą Australii.

W tym samym okresie ludność aborygeńska, nękana chorobami i głodem, pozbawiona dostępu do rzek i lasów, zmniejszyła się z 60 tysięcy do 2 tysięcy osób.
W 1859 roku, Simon Wonga spróbował zastosować anglosaską zasadę if you cannot beat them, join them i złożył aplikację o przyznanie Aborygenom kawałka ziemi - "...a block of land in their country where they may sit down plant corn potatoes etc etc, and work like white man."
Tylko tyle, takie samo prawo jakie miał każdy obcy przybysz do Australii. No i ta gorzka ironia - kawałek ziemi w swoim kraju.
Sprawą zajęła się Aboriginal Protection Board (APB). Zasadniczo odniosła się do tej sprawy pozytywnie, pod warunkiem, że aborygeńscy osadnicy będą mieli białego administratora. Simon Wonga znalazł idealnego człowieka - Johna Greena. Pastor Green i jego żona wyprzedzali swoją epokę o 150 lat, traktowali Aborygenów jak absolutnie równych sobie ludzi. Pani Green wywoziła swoje dzieci do lasu i tam prowadziła z nimi lekcje, na które zapraszała aborygeńskie dzieci.
Sukces? Zaraz, zaraz... a gdzie ten kawałek ziemi? W ciągu następnych 4 lat, Simon Wonga i John Green, znaleźli kilka stosownych lokalizacji lecz wszystkie zostały odrzucone przez Aboriginal Protection (podkreslenie moje) Board, gdyż były "too good for blacks".
W końcu, w 1863r, Simon Wonga i John Green wraz z grupą Aborygenów z plemienia Wurundjeri, uzyskali kawałek ziemi w okolicach dzisiejszego Healesville. Nazwali go Coranderrk, co w ich języku oznaczało roślinę zwaną przez białych Christmas Bush.
Przez następnych 10 lat osada rozwijała się harmonijnie. Aborygeńskie dziewczyny wyrastały na panny ubierające się po europejsku i sprowadzające z Melbourne najnowsze żurnale na temat mody.  Pewnym zakłóceniem tej sielanki była akcja pastora Hagenauera, który prowadził kilka misji opiekujących się Aborygenami. Ten niestrudzony niemiecki emigrant z Moraw przeforsował zarządzenie, że Aborygeni przebywający w legalnie uznanych osadach, muszą przyjąć wiarę chrześcijańską. Mieszkańcy Coranderrk przyjęli masowo chrzest. Trudniejsze do zaakceptowania było prawo zakazujące jakichkolwiek aborygeńskich obrzędów.  William Barak, prawa ręka Simona Wongi, zaczął utrwalać zakazane obrzędy na swoich obrazach.
Gdy w Wiktorii rozpoczęto uprawiać chmiel Aborygeni z Coranderrk z entuzjazmem podchwycili ten pomysł. W 1872r chmiel z Coranderrk zdobył medal na wystawie rolniczej w Melbourne. Tego było już za dużo dla Aboriginal Protection Board. APB przejęła producję chmielu pod swój patronat obiecując Aborygenom wybudowanie szpitala w Coranderrk jako rekompensatę. Na plantacji chmielu zatrudniono płatnych białych  pracowników, Aborygeni  zostali zmuszeni do pracy za darmo. Wybuchł strajk. W rezultacie APB odebrała Aborygenom tereny, na których uprawiano chmiel. Obiecanego szpitala nie wybudowano. Rozgoryczony John Green zrezygnował z funkcji administratora gdyż nie śmiał spojrzeć w oczy swoim czarnym przyjaciołom. To był początek końca.
Simon Wonga zmarł ze zgryzoty, jego następcą został William Barak. Barak wielokrotnie wędrował na piechotę do Melbourne starając się uzyskać chocby minimalną autonomię dla Coranderrk i przywrócić Johna Greena na administratora. Zyskał przychylność wielu białych, ale APB było nieugięte.
W 1886r, pastor Hagenauer zgłosił kolejny projekt nie do odrzucenia - Aborygeni poniżej 34 lat,  z domieszką białej krwi (half-caste) nie mogą zamieszkiwać w społecznościach aborygeńskich. W Coranderrk pozostało tylko 15 mężczyzn zdolnych do pracy na roli. Osada przestała być ekonomicznie samowystarczalna. William Barak zmarł w roku 1903, Coranderrk przejęła misja, Aborygenów pełnej krwi przeniesiono do dalekiego i obcego Lake Tyers. Żadnemu z nich nie pozwolono odwiedzić swoich dzieci pozostawionych w misji.
Zamiast przepisu będzie kilka rozważań na temat prawdziwie australijskiej żywności...
Po pierwsze - oryginalna australijska flora i fauna są inne niż na pozostałych kontynentach.
Po drugie - Aborygeni nie zajmowali się rolnictwem, jedli wyłącznie to co zebrali lub upolowali.
Po trzecie - większość terenów w Australii to pustynie palone bezlitosnym słońcem. Mimo to były zamieszkałe a żyjący tam Aborygeni byli dobrze odżywieni i nie brakowało im wody. W tym samym czasie niejedna biała ekspedycja badawcza wymarła z pragnienia i głodu. Aborygeni patrzyli na to ze zdumieniem - wystarczyło nie strzelać tylko ich spytać.
Po czwarte - Aborygeni bez najmniejszych oporów zaakceptowali europejską żywność. Jedyne odstępstwo to oczywiście mięso - w buszu je się to co tam można upolować - kangury, emu, krokodyle, węże. To ostatnie doprowadziło do pewnych teologicznych kontrowersji. Misjonarze próbowali uczyć Aborygenów "prawdziwej" wiary. Już na pierwszym kroku napotkali poważną przeszkodę. Opowieść o kuszeniu Ewy przez węża... Nie słyszeliśmy w życiu tak bzdurnej opowieści -  skomentowali Aborygeni - przecież ona powinna była zjeść węża a jabłko wyrzucić!
Po piąte - eksperci wychwalają walory odżywcze oryginalnych australijskich roślin, ale w praktyce są one całkowicie niedostępne.
Po szóste - jadłem mięso kangura i krokodyla. Piewsze przypomina wołowinę, ale nie ma wyraźniego smaku i trzeba je mocno doprawić. Do tego jest mocno gumiaste. Mięso krokodyla okazało sie bardzo delikatne i smakowało jak kurczak. Ale to pewnie dlatego, że krokodyle pochodziły z hodowli. 
Nie udało mi się spróbowac mięsa emu a podobno ma trzy razy większą zawartośc żelaza niż wołowina i jest najzdrowszym czerwonym mięsem na świecie.
Żadne z powyższych mięs nie jest powszechnie dostępne w supersamach mimo, że kangurów, emu i krokodyli jest tu zatrzęsienie - lobby hodowców bydła działa.
Po siódme i ostatnie wreszcie - przysmakiem, którego jeszcze nie spróbowałem choć o tym marzę jest witchetty grub - patrz TUTAJ
Smacznego!

Zagadka - proszę podać nazwisko autora i tytuł powieści, z której zaczerpnąłem cytat poprzedzający ten wpis.
Jules Verne - Dzieci kapitana Granta. Poprawną odpowiedź nadesłała Heimchen.

PS1. Powyższy wpis oparty jest na informacjach z dokumentalnego serialu First Australians
PS2. Łatwo jest potępiać białych osadników, ale przepaści cywilizacyjnej sięgającej tysięcy lat nie da się łatwo zeszyć ani przeskoczyć. Problem Aborygenów trwa nadal. Będę wracal jeszcze do tego tematu.
poniedziałek, 16 lipca 2012, pharlap
Tagi: Australia

Polecane wpisy

Komentarze
2012/07/16 16:12:44
Straszne. Widzialam kiedys dwa filmy na ten temat, oba o dziewczynkach. W jednym dziewczynki uciekaja z internatu, w drugim dziewczynka ujarzmia delfiny, chyba ze byly to wieloryby...
-
2012/07/17 13:04:18
Typuję na Jules Verne (nie mam pojęcia, jak on sie odmienia) "Dzieci kapitana Granta".
-
pharlap
2012/07/18 02:09:01
Heimchen - odpowiedź poprawna - gratuluję - proszę wybierz nagrodę z lsity.
-
2012/07/18 10:25:23
Cieszę się! Ale chyba opuszczam parę kolejek z nagrodami. Jedną z książek nagrodowych jeszcze nie czytałam i mam jeszcze coś seledynowego do robienia na drutach...